Dawna Kraina Eksploracja Czarnobyl, wyprawa do Strefy Wykluczenia – wymarłe miasto Prypeć, dzień II

Czarnobyl, wyprawa do Strefy Wykluczenia – wymarłe miasto Prypeć, dzień II

autor Maciej Denenfeld
dawna-kraina-elektrownia-czarnobyl-novarka

Droga na północ

Z Kijowa wyjechaliśmy wcześnie. Załadowaliśmy graty do naszego strefobusa i radośnie podskakując na siedzeniach (niektóre ulice potrafiły zaskoczyć) opuściliśmy Kijów. Przed nami dwie godziny drogi do Strefy. Ponownie przemierzaliśmy bezkresne lasy i pustkowia. Było w tym coś uspokajającego. Nic poza florą i drogą przed nami. Czas mijał sobie spokojnie. W końcu dojechaliśmy do pierwszego posterunku milicji. Kontrola na czterdziestym kilometrze. To tu zaczyna się Strefa Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej. Dojechaliśmy do klasycznego posterunku. Szlaban, budka strażników i bramka dla ludzi. Do tego mnóstwo znaków ostrzegawczych. Pierwsze wrażenie zrobione!. Jak najbardziej pozytywne, o ile ktoś to lubi, ja jestem pod wrażeniem :). Opuściliśmy naszego busa. Kontrola paszportów, kilka problemów z osobistym wyposażeniem i po 20 min jesteśmy po drugiej stronie. Pierwsze koty za płoty jak to mówią :) Po chwili jazdy zatrzymaliśmy się ponownie. Okazało się, że po lewej stronie drogi, jakieś 200m od nas, nasz spostrzegawczy kierowca Grzegorz (pozdrawiamy!) wypatrzył całe stado dzikich koni Przewalskiego. Widok podobno niecodzienny, bo nie zawsze udaje się je zobaczyć. Chwyciłem aparat w rękę, na bagnecie zawitała moja ulubiona 135L i zacząłem zbliżać się do stada. Szedłem powoli, tak aby ich nie spłoszyć. Starałem się poruszać pod takim kątem aby zasłaniały mnie drzewa. Podszedłem dość blisko. Konie za bardzo nie zwracały na nas uwagi. Tomek również podszedł blisko. Wyszedłem na pobliski piaszczysty pas przypominający drogę bo konie nie były tam zasłonięte krzakami. Przez chwilę wydawało się, że zaraz uciekną i będzie pozamiatane. W trakcie podchodzenia strzelałem zdjęcia, za każdym razem upewniając się że autofocus zatrzymał się tam gdzie powinien. Jeden z koni podskoczył lekko, reszta stada również delikatnie się spłoszyła. Mimo tego szybko się uspokoiły. W tym momencie wszystkie końskie łby zwróciły się w naszym kierunku. Staraliśmy się nie ruszać, nie oddychać, nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów. Ku naszemu zdziwieniu, konie zaczęły do nas podchodzić. Bardzo nieśmiało. Były chyba tak samo zdziwione nami jak my nimi :)

dzikie-konie-przewalskiego-prypec

Stado dzikich koni Przewalskiego w Strefie Wykluczenia, kilka kilometrów przed miastem Prypeć. Nie dość, że dzikie, to jeszcze ciekawskie :)

Prypeć konie Przewalskiego

Nie trwało to długo bo z oddali usłyszeliśmy, jedziemy! No i pojechaliśmy. Po drodze same pustkowia przecinane mniejszymi i większymi laskami i łąkami. Dominowały brzozy i drzewa iglaste. Lubię takie klimaty. W tym miejscu było jednak coś specjalnego. Czułem chyba zew Prypeci :) Cały czas miałem uczucie lekkiego intrygującego niepokoju, raczej takiego pozytywnego, przeplatającego się z ciekawością. W końcu to była już Strefa. Miejsce wolne od znaczącej aktywności ludzkiej przez ostatnie 30 lat. Klimat podsycały coraz częściej pojawiające się charakterystyczne znaki  ostrzegające o promieniowaniu jonizującym, którego nie da się wyłączyć. Po drodze mijaliśmy jeszcze kilka wysiedlonych wiosek mocno zarośniętych przez wszędobylską florę. Natura świetnie sobie tu radzi.

hotel-czarnobyl

Hotel w Czarnobylu.

Dojechaliśmy. Mała miejscowość o nazwie znanej chyba na całym świecie. Czarnobyl. Legenda przerasta jednak rzeczywistość i nie taki diabeł straszny jak go malują ;) Nie jest ani strasznie ani niebezpiecznie. No, może poza barem w sklepie, gdzie można dostać po mordzie od mniej lub bardziej podpitych, zmęczonych rzeczywistością wszelkiej maści pracowników Strefy :)
Nie ma tu za wiele domów, w których mieszkaliby ludzie. Większość populacji w tym miejscu to pracownicy elektrowni mieszkający w miasteczku.
W końcu osiągnęliśmy nasz pierwszy cel podróży. Jedyny, w pełni  działający hotel. Jest jeszcze  drugi ale nie ma stołówki. Także można uznać, że pełną usługę oferuje tylko ten. Budynek jest prosty, typowy, parter i piętro. Praktycznie w centrum ale trochę na uboczu.
W środku czysto. Zajęliśmy pokój nr 22. Reszta ekipy również rozeszła się po swoich pokojach. Mieliśmy jakieś 15 min na przepakowanie i ogarnięcie się. Prypeć nie może czekać, dzień ucieka i mimo początku marca, chwilę po 18 jest już ciemno. Dodatkowo centrum Zony musieliśmy opuścić między 18 a 19:00.
Ponownie wyruszyliśmy w drogę. Jadąc na północ, zbliżaliśmy się coraz bardziej do Strefy Zero. W końcu osiągnęliśmy dziesiąty kilometr. Kolejny posterunek i kolejna kontrola. Poszło bez większych problemów. Jesteśmy w części Strefy, która była mocniej skażona. Jeszcze więcej znaków ostrzegających o promieniowaniu. A my dalej, coraz głębiej.
Kilka kilometrów dalej przejeżdżamy przez Most Śmierci. Nikt tu nie zginął. W tym miejscu ludzie obserwujący wybuch sarkofagu patrzyli także na nadchodzącą… własną śmierć. Udało im się zejść z mostu ale po pewnym czasie śmierć i tak zebrała to co zasiała (jak głosi lokalna legenda).

Czwarty reaktor

Jadąc dalej, zobaczyliśmy to, na co wszyscy czekali. Przed nami ukazał się blok czwartego reaktora oraz  WIELKA metalowa konstrukcja. To New Safe Confinement (produkcji joint venture NovArka), będąca na ukończeniu ogromna pokrywa, która zostanie nasunięta na czwarty blok zaraz po ukończeniu montażu. Mówią, że nastąpi to prawdopodobnie pod koniec 2016 roku. Ma chronić przez unoszeniem się pyłu oraz  zabezpieczać miejsce w trakcie demontażu budynku reaktora. Jest to obecnie największa ruchoma konstrukcja na świecie. Niesamowita budowla i wyczyn technologiczny. Mijaliśmy także bloki nr 5 i 6 w stanie w jakim je pozostawiono 30 lat temu, miejsce przechowywania zużytego paliwa oraz wielkie, niedokończone wieże chłodnicze. Mijaliśmy te miejsca zbyt szybko. Pierwsze wrażenie świetne, ale kiedy widzi się coś po raz pierwszy czas wydaje się pędzić. Nie wszystko można dostrzec, przeanalizować i zrozumieć. Przejechaliśmy tuż obok Strefy Zero, samego serca Zony, bloku nr 3 i 4. Miejsca znane i rozpoznawalne przez wszystkich fanów Stalkera ale i nie tylko :) Wrażenie było niesamowite!
Kolejne parę kilometrów za nami. Minęliśmy wioskę Kopaczi. Następny postój. Wysiadając z busa wszyscy udali się natychmiast do pierwszego znaku ostrzegającego o promieniowaniu. Aparaty i dozymetry poszły w ruch. Zaraz obok znajdował się słynny a może już legendarny znak Pripyat 1970, witający wszystkich przyjezdnych. Tu również poczyniliśmy kilka zdjęć. W oddali Czerwony Las (zwany także Rudym). Jedno z najbardziej napromieniowanych  miejsc w Zonie. Drzewa otrzymały tak dużą dawkę, że poczerwieniały i obumarły.

Pomnik Prypeć 1970 no i my :)

Szaleństwo #selfie i pamiątkowych zdjęć przy tym pomniku to normalka :) Każdy szanujący się fan Strefy musi takie mieć ;) W tyle, niedaleko zaczyna się Czerwony / Rudy Las. (Dzięki Maćku i Tomku za zdjęcia).

prypec

Takich znaków jest tu pełno. Na terenie Strefy Wykluczenia wokół elektrowni jest jeszcze wiele miejsc, które posiadają znacznie podniesiony poziom promieniowania.

Zostało nam już niewiele kilometrów aby osiągnąć cel naszej podróży w tym dniu. Przed nami ostatni posterunek. Szybka kontrola i jesteśmy w Prypeci.
Do miasta wjechaliśmy główną aleją Lenina. Tak przynajmniej wynikało z mapy :) Wszystko było zarośnięte drzewami i krzewami. Jednym z pozytywnych aspektów wizyty w marcu był kompletny brak liści. Wszystko było widać jak na dłoni. Jadąc tam w lecie, większość miejsc jest zasłonięta przez rozwinięte drzewa. Jechaliśmy aleją aż dotarliśmy do centrum. Przed nami Hotel Polesie, centrum handlowe i plac centralny. Tu rozpoczęliśmy naszą przygodę z  Martwym Miastem. Urbex na całego! W grupie ustaliliśmy szczegóły naszej eksploracji. Potwierdziliśmy wszystko z naszym przewodnikiem Markiem (pozdrawiamy!), ustaliliśmy czas jaki mamy do dyspozycji i rozpoczęliśmy naszą przygodę.

Prypeć- Hotel Polesie

Hotel Polesie w Prypeci. Pierwszy przystanek naszej wyprawy. Pogoda była idealna. Widoki również. Tu rozpoczęliśmy pierwszy dzień naszej eksploracji wymarłego miasta.

hotel-polesie-prypec

Hotel Polesie i jego wnętrza o standardzie STALKER+ ;)

hotel-polesie

Klatka schodowa w Hotelu Polesie. Pierwsze minuty eksploracji przyniosły takie emocje, że każdy kawałek schodów był fascynujący, nie mówiąc o pozostawionym bucie, flaszce wódki albo drzwiach. Otwarte okno również było ciekawe ;) Takie pozytywne napięcie nie opuszcza chyba nikogo w Strefie.

widok-z-hotelu-polesie-prypec

Na szczycie Hotelu Polesie. Tu widoki zaprosiły nas do dalszej eksploracji. Mówiąc kolokwialnie kopary nam opadły i nie mogliśmy się doczekać dalszej części miasta. Przed nami, jeden z bardziej znanych wieżowców w mieście, poniżej widać będzie plac przed hotelem, po lewej stronie widać będzie elektrownię. Czas gonił a za nic nie mogliśmy się napatrzeć.

Widok na Prypeć z dachu hotelu Polesie

Panorama ze szczytu Hotelu Polesie. Dzięki temu, że nie było jeszcze liści, mogliśmy oglądać miasto bardziej dokładnie.

Widok z Hotelu Polesie na plac i sklep.

Widok na plac przed Hotelem Polesie i sklep, do którego zaraz pójdziemy.

hotel-polesie-3

Jeszcze chwilka na dachu i idziemy dalej. W tle ledwie widać diabelski młyn, równie znany i rozpoznawalny (a może i nawet bardziej) jak Hotel Polesie :)

Plac centralny w Prypeci przed hotelem Polesie

Idziemy do sklepu przez plac centralny. Za naszymi plecami Hotel Polesie. W sklepie nic nie kupimy ale za to będziemy mogli wejść do pomieszczeń oznaczonych „Tylko dla personelu” ;P

eksploracja-prypec-4

W sklepie każdy znajdzie coś dla siebie. Poziome ustawienie regałów ma zapewnić lepszą widoczność i nawigację klientów po tym ogromnym sklepie.

eksploracja-prypec-5

Materac, lodówka, jest wszystko co może przydać się w domu. Chodźmy zobaczyć co jest na pierwszym piętrze.

eksploracja-prypeci

prypec-1

Dom kultury „Energetyk”. W pomieszczeniach teatralnych znajdują się jeszcze podwieszane konstrukcje do oświetlenia scenicznego. Robi wrażenie bo sam budynek jest dość wysoki. Musiało robić jeszcze większe wrażenie w czasach swojej świetności.

prypec-2

Bardzo częsty widok w Prypeci. Ogromna ilość książek zalega na podłogach. Taka ilość wiedzy, historii i propagandy. Dziwnie się czułem kiedy musiałem przejść po książkach. Nie lubię deptać wiedzy pisanej ani żadnej innej. Starałem się omijać książki jak się tylko dało. Czasami było jednak trudno bo na podłodze nie było miejsca bez papieru.

wesole-miasteczko-prypec

Kosmodrom. Kultowe i jedno z bardziej rozpoznawalnych miejsc w Prypeci. Następne miejsce gdzie każdy musi mieć selfiaczka ;E Popatrz w prawo, tam jest diabelski młyn.

wesole-miasteczko-prypec--13

 

wesole-miasteczko-prypec--1

W tym miejscu jest coś niesamowitego. W powietrzu wisi spokój i cisza ale gdzieś tam z tyłu głowy budzi się napięcie i niepokój. Nie taki zły, taki inny. Miejsce kultowe, okryte legendą. Praktycznie każdy film, gra czy książka pokazywały i opisywały to miejsce. Chyba każdy go widział. Diabelski młyn w Prypeci. Niedaleko tego miejsca, po lewej ode mnie znajduje się również earthcache. Idziemy dalej.

Dość niecodzienna okazja dla mnie. Wdrapałem się na szczyt diabelskiego młynu w Prypeci. W Stalkerze się nie dało a tu, proszę ;)

Dość niecodzienna okazja dla mnie. Wdrapałem się na szczyt diabelskiego młynu w Prypeci. W Stalkerze się nie dało a tu, proszę ;)

wesole-miasteczko-prypec--10

Widok ze szczytu diabelskiego młynu a w oddali dalsza część miasta.

eksploracja-strefa-wykluczenia-36

Niegdyś czyste i zadbane ulice, teraz tunele z roślinności. Lubię takie klimaty. Las i miasto w jednym :) Na wiosnę i w lecie, kiedy drzewa zakwitną i rozwiną liście, te przejścia dosłownie stają się żywymi tunelami.

korytarz-prypec

W jednym z budynków mieszkalnych na korytarzu znaleźć można różne rzeczy. Wszędzie kapie woda. Pachnie wilgocią ale poza tym nic. W masce przeciwpyłowej zapachów prawie nie czuć. Co jakiś czas jednak sprawdzałem. Dla mnie nie poczuć zapachu miejsca to prawie jak nie być w tym miejscu. Dziwne ale tak to działa :)

eksploracja-prypec

To my, podani z lekką nutką musztardy ;) Dzięki Radziu za zdjęcie.

diabelski-mlyn-prypec

Według niektórych (pozdro Krystian!) taki widok zdarza się raz na 30 lat :) Diabelski młyn, Hotel Polesie i elektrownia.

eksploracja-strefa-wykluczenia-2

Ciekawa konstrukcja na osiedlu :)

Place osiedlowe w Prypeci

Tak wygląda teren między blokami. Krzewy i drzewa porastają każdą wolną przestrzeń. W lecie nie wiele będzie tu do zobaczenia. Bloki i inne budynki zasłoni ściana zieleni.

eksploracja-strefa-wykluczenia-5

Szkoda takich miejsc. Sala gimnastyczna robi wrażenie.

eksploracja-strefa-wykluczenia-6

Basen to kolejne bardzo rozpoznawalne miejsce.

prypec-basen

Radziu postanowił sprawdzić jak głęboko można zejść do basenu. No i zszedł. Osiągnął dno aby po chwili pojawić się na powierzchni :) Głęboki ten basen.

Basen w Prypeci

Prysznice i toalety przy basenie. Każdy ma swoją ;) „Pójdę tam na chwilę zobaczyć ” powiedziała Renata :)

eksploracja-strefa-wykluczenia-43

Place i alejki na osiedlach w Prypeci dają możliwość szerszego spojrzenia na okolicę. Jest tam trochę mniej drzew dzięki czemu widać więcej budynków.

eksploracja-strefa-wykluczenia-11

eksploracja-strefa-wykluczenia-13

Szkoła średnia nr 4 w Prypeci

Wnętrza szkoły średniej nr 4.

eksploracja-strefa-wykluczenia-15a

Renata, Radziu i ja. Tak sobie chodziliśmy i zwiedzaliśmy :)

eksploracja-strefa-wykluczenia-20

W środku miasta można jeszcze spotkać takie perełki.

eksploracja-strefa-wykluczenia-22

Pojazdy w Prypeci

Został tylko szkielet. Wszystkie wartościowe elementy zostały wyszabrowane przez złomiarzy.

Skrzynki na listy w jednym z szesnastopiętrowych bloków w Prypeci

Wszystkie skrzynki na listy były otwarte. Jeżeli ktoś czekał na list, to nigdy go nie dostał.

Na dachu szesnastopiętrowca w Prypeci z widokiem na miasto i elektrownię

Na dachu jednego z szesnastopiętrowców. Tu świetnie widać całą okolicę, miasto, elektrownię, bagna a nawet niknący w oddali radar Duga.

Na szczycie "szestnastki" w Prypeci.

Radziu wszystkich serdeczie pozdrawia (a my Ciebie)! Jesteśmy na szczycie szesnastopiętrowca. W tle Prypeć, elektrownia i New Safe Confinement.

Ja na dachu szesnastopiętrowca z elektrownią w tle.

Jest elektrownia. Jestem też ja :)

Widok na Prypeć z dachu szesnastopiętrowca.

Widok z dachu szesnastopiętrowca na Prypeć. W tle elektrownia. Z tego miejsca można było pooglądać prawie całe miasto.

Elektrownia i NovArka w Czarnobylu

Ludzie mieli kiedyś wspaniałe widoki z okien. Z dachu widać więcej i dalej. Widoki robią wrażenie. Elektrownię było widać prawie z każdego wyższego bloku.

Wodok na jeziora i bagna oraz Białoruską część Strefy Zamkniętej

Niesamowite widoki na lasy i jeziora. Widok w stronę Białorusi.

Bloki w Prypeci

Kiedyś czyste place między blokami, dzisiaj środek lasu.

W oddali widać radar Duga zwany Oko Moskwy.

Ponad dachami bloków w Prypeci widać Oko Moskwy. Pozahoryzontalny radar Duga wysoki na 150m. Obok mniejsza antena o wysokości 100m. Ich wspólna szerokość to prawie 800m! Podczas pracy anteny wydawały podobno dźwięki podobne do stukania dzięcioła.

eksploracja-strefa-wykluczenia-31

Widok na bagna. W oddali widać część Strefy należącej do Białorusi.

Bagna w Strefie Wykluczenia i Białoruska część Strefy.

Te bagna są wyjątkowo urodziwe. Mają coś w sobie. Naturalność i spokój i ten „płaski” klimat :)

Grupowe zdjęcie na dachu szestnastki w Prypeci z widokiem na elektrownię i Novarkę

Nasza prawie cała ekipa. Dzięki Paulina za zastąpienie mnie na chwilę :)

eksploracja-strefa-wykluczenia-46

Pozostałości po mieszkańcach Prypeci

W niektórych mieszkaniach nie ma nic. W innych pozostały pojedyncze przedmioty. Część mieszkań pozostała całkiem dobrze zachowana.

Wnętrza bloków w Prypeci

Warunki na jakie wystawione są pomieszczenia nie są łatwe. W lecie gorące słońce, deszcze i wiatry. W zimie wilgoć, śnieg i mróz. Mim tego część pomieszczeń jest w świetnym stanie. Inne dawno zniszczały.

Kaltka schodowa w przedszkolu Czeburaszka

Miasto było bardzo przemyślane, zaprojektowane. Ludzie mieli świetne warunki do życia. Dzisiaj niszczeje bezpowrotnie.

Przedszkole Czeburaszka

Przedszkole Czeburaszka było jednym z pierwszych budynków użyteczności publicznej jakie odwiedziliśmy. W przedszkolach i szkołach świetnie zachowały się elementy wyposażenia, ubrania, zabawki. Godzinami można odkrywać najmniejsze szczegóły życia codziennego mieszańców Prypeci.

eksploracja-strefa-wykluczenia-68

Lalki i zabawki w przedszkolu Czeburaszka w Prypeci.

Lalki mają to do siebie, że pozostawione w nieodpowiednim miejscu potrafią przerażać :)

Dokumenty w przedszkolu Czeburaszka

W każdym przedszkolu, szkole czy urzędzie w Prypeci znaleźć można stosy książek, papierów, i dokumentów. Niektóre zapisane są pięknym pismem. Wartość tych niszczejących poników ludzkiego życia jest niedoceniana. Niszczeją, leżąc na mokrych podłogach lub zawalających się półkach. Dzienniki i inne dokumenty jakie można znaleźć wypełniane były przez ludzi pracujących w tych miejscach. Czasami można odczytać z nich niesamowite historie.

Canon tiltshift TSE 24 3.5L II na głowicy 3D Junior i statywie Sirui N2004 no i ja :)

W przedszkolu Czeburaszka czekałem na chwilę kiedy wszyscy będą się ruszać. Stali tylko i wpatrywali się w dokumenty ;)

Zabawki w przedszkolu Czeburaszka w Prypeci

Niektóre zabawki w przedszkolach mogłyby jeszcze dzisiaj z powodzeniem służyć dzieciom. Jakość wykonania i materiały z jakich je zrobiono przetrwały próbę czasu a nie były z plastiku. Część była nawet jeszcze nieodpakowana.

eksploracja-strefa-wykluczenia-86

Ruda ma szaleństwo w oczach :)

Przedszkole Czeburaszka w Prypeci, widok na wewnętrzny plac.

Budynki były bardzo przemyślane. Łatwo było się po nich poruszać, przedszkola miały wewnętrzne place.

Post apokaliptyczna Lalka w przedszkolu Czeburaszka

Pewne stylizacje pojawiły się z czasem. Ludzie dobierając kreacje tworzyli klimat post apokaliptyczny. Lalki i maski przeciwgazowe świetnie się razem komponują :)

 

Zdjęcia z przedszkola Czeburaszka w Prypeci. Tu jest Dawna Kraina :)

Zdjęcie na którego zrobienie czekałem w jednym z pomieszczeń w przedszkolu. Chłopaki stali i przeglądali dokumenty. Czas leciał. Ruszyła się tylko Renata :)

Blokoisko w Prypeci

To nie było to na co wygląda :)

Przyroda w Prypeci nie dała za wygraną. Wszystko świetnie się rozwija.

Przyroda w Prypeci nie dała za wygraną. Właściwie katastrofa pozwoliła na rozwój roślinności bez udziału człowieka i standardowych cywilizacyjnych zanieczyszczeń. Wszędzie można było spotkać mchy i porosty w szczycie rozwoju. Oznacza to, że zawartość siarki w powietrzu jest marginalna. Powietrze w Strefie jest bardzo czyste!

Jeden z pokoi w Prypeci z listem od stalkerów

W jednym z bloków znajduje się pokój, w którym nielegalnie przebywali stalkerzy. W liście proszą o pozostawienie darowizny w rzeczach :)

Pokój stalkerów

Pokój przygotowany był do pobytu. W oknach są szyby, łóżka mają coś co przypomina materace. W pokoju znajduje się też trochę rzeczy jak zdjęcia, zabawki i maska przeciwgazowa.

eksploracja-strefa-wykluczenia-82

Działające pianino w jednym z pomieszczeń w Prypeci

Niecodzienne znalezisko. W jednym z mieszkań odnaleźliśmy działające pianino. Dużo jest podobnych w Prypeci ale z tych które znaleźliśmy działało tylko to.

Pianino w dobrym stanie w jednym z mieszkań w Prypeci

Mimo upływu lat pianino działało. Dźwięki również dawało całkiem przyjemne. Gdyby nie brak frontowej części obudowy można by jeszcze pokusić się o renowację. Chociaż z pozostałych egzemplarzy mogłoby się odratować części do przeszczepu.

Było ciepło, słonecznie i bardzo przyjemnie. Prawie jak wiosenny dzień.  Mieliśmy szczęście, pogoda dopisała. Wszędzie cisza i spokój. Zimny wiatr od czasu do czasu zawiewał z różnych stron. Przerażające było sporadyczne rozbijanie ciszy przez głośno strzelające okna gdzieś w wieżowcach Prypeci. To miasto ma klimat jakiego nie ma chyba żadne inne na świecie. Przynajmniej dla mnie (ale i pewnie dla każdego w naszej grupie). Chociaż podobne uczucie miałem kiedy odwiedziliśmy nazistowskie obozy zagłady w OświęcimiuGross Rosen w Rogoźnicy. Na zdjęciach tego nie da się zobaczyć. Na filmie tego nie da się poczuć. Tekstem nie da się tego opisać.

Wieczorem, pierwszy raz od 30 lat

Powoli zbliżał się wieczór. Robiło się coraz ciemniej. Po zmroku  robi się jeszcze ciekawiej. Jeszcze ciszej. Jeszcze mroczniej.
Po Prypeci chodziliśmy jeszcze chwilę aż zrobiło się całkiem ciemno. Wszyscy wyposażeni byliśmy w latarki i czołówki. Klimat nie do opisania. Sami w tak dużym mieście. Po zmroku. Przerażające i intrygujące w tym samym czasie!
Ten spacer  wieczorną porą nie był przypadkowy. W naszej ekipie był również Adam (pozdrawiamy!). Człowiek, którego jak to mówią prąd nie tyka ;) Adam do tego co miało stać się za chwilę, podchodził już drugi raz. Za pierwszym, wystąpiły problemy techniczne. Doszliśmy do placu przed budynkiem szkoły średniej nr 5. Tu właśnie znajdowała się jedna z latarni, która nadawała się do projektu jaki Adam postanowił wykonać. W tym celu całą tę drogę targał ze sobą  mały, przenośny agregat prądotwórczy. Tak, generator… w plecaku :) Kiedy Adam przygotowywał się do odpalenia agregatu, my poszliśmy wraz z Krystianem do wnętrza szkoły. Znajdował się tam mniejszy plac, porośnięty drzewami i krzewami. Krystian miał również mały plan :) Tu odpalać będziemy flary. Szybkim krokiem udałem się z Tomkiem na dach. Ustaliliśmy, że z góry zrobimy zdjęcia Krystiana z odpalonymi racami. Znaleźliśmy wyjście na dach i 3 min później sprzęty były ustawione. Z drugiej strony budynku dochodziły już odgłosy odpalania agregatu. Mieliśmy mało czasu bo zmrok zapadał coraz szybciej a drugie wydarzenie zaczynało się rozkręcać. Flary odpalone.

Odpalenie flar na terenie szkoły nr 5 w Prypeci.

Renata robiła zdjęcia z przejścia przy szkole. Ja siedziałem z Tomkiem na dachu.

Zeszliśmy na plac przed głównym wejściem do szkoły. Tu cała ekipa czekała na to wyjątkowe wydarzenie. Adam podłączył już wszystkie kable.  Równomiernie szarpał za starter. Agregat ruszył! Wszyscy wpatrywaliśmy się w martwą oprawę ulicznej latarni. Minęło kilka sekund. Rtęciowe żarówki potrzebują trochę czasu. Udało się! krzyknęliśmy. To była chwila praktycznie historyczna. Pierwszy raz od 30 lat w mieście duchów, martwa latarnia uliczna znowu ożyła.
prypec-jedyna-dzialajaca-latarnia-08-03-2016
Tak samo jak w nocy, zaraz przed katastrofą oświetlała plac przed budynkiem szkoły. Wpatrywaliśmy się w nią. Ta chwila wydawała się trwać w nieskończoność. Niesamowite przeżycie kiedy robi się coś takiego pierwszy raz od tak dawna w takim miejscu. Chwilę później postanowiliśmy wykonać grupowe zdjęcie. Szybko ustawiłem statyw, lampy. Na aparacie wisiał nasz Canon TS-E 24 3.5 L II. Później okazało się jednak, że był to błąd :/ Pokrętło blokujące pochylenie poluzowało się a blokada nie była wciśnięta, co zaowocowało lekkim przesunięciem się płaszczyzny ostrości. Pół głównego zdjęcia wyszło niestety lekko nieostre. Praktycznie jedyne zdjęcie grupowe wraz z latarnią i niespodziewanym gościem trochę ucierpiało ale przynajmniej jest z historią ;) Aparat gotowy, lampy ustawione „na szybko”, timer na 10s, odliczanie…. Błysk! Szybko zobaczyłem rezultat na ekranie naszego 5DII, wszystko wyglądało OK. Poza drobnym problemem jak się później okazało ;F

Jedyna działająca latarnia w Prypeci na placu przed szkołą nr 5.

Nasze grupowe zdjęcie pod jedyną działającą latarnią w Prypeci na placu przed szkołą średnią nr 5. Historyczne wydarzenie, latarnia zaświeciła pierwszy raz od czasu katastrofy. Szacun Adam! Świetny projekt! Na zdjęciu załapał się jeszcze lis Siemion :) O tym jak zrobiłem to zdjęcie napiszę jeszcze kiedyś.

Szkoła średnia nr 5 w Prypeci

Front szkoły średniej nr 5 w Prypeci.

Działająca latarnia w Prypeci przed szkołą średnią nr 5.

Widok działającej latarni o zmroku w martwym mieście było niesamowitym przeżyciem!

To nie był koniec zaskoczeń tego wieczoru. Nasza obecność została zauważona. Do ekipy przepełnionej emocjami mijającego wydarzenia postanowił podkraść się… liseł. Ale nie byle rudzielec. To był znany i lubiany Siemion. Podchodził pewnie ale z uwagą i dystansem. Najpierw nas otaczał i obserwował. Zbliżał się coraz bardziej, aż podszedł na wyciągnięcie ręki. A w jego rudym umyśle czaiły się już rude myśli: Czuowieki! majou jedzenieu, dawać kieubaseu!  No i nie mylił się bo kieubaseu dostał ;)

Lis Siemion zwabiony naszą obecnością postanowił odwiedzić nas na placu przed szkołą średnią nr 5 w Prypeci

To lis Siemion. Zwabiły go zapewne nasze głosy i zapach kiełbaski, którą Radziu targał ze sobą w plecaku ;) Kolejna niespodzianka w Prypeci!

Lis Siemion w Prypeci przy szkole średniej nr 5, wiecozrem.

Lis Siemion, jeden z niewielu stałych mieszkańców Prypeci. Prezentował się świetnie, był głodny i zaciekawiony wszystkim co nie pasowało do znanego mu świetnie otoczenia.

Lis Siemion zaciekawiony naszą lampą błyskową

Siemion zna teren jak własny ogon. Wszystko co nie pasowało musiał sprawdzić. Nasza lampa błyskowa, którą lekko doświetlałem zdjęcie grupowe bardzo go zaciekawiła. Spędził tak chwilę przyglądając się jej z dużym zaciekawieniem.

 

Lis Siemion przyjmował dary od dobrych ludzi.

Radziu i Krystian dokarmili trochę Siemiona. Od Krystiana dostał batonik a od Radzia trzy pyszne kiełbaski! Niesamowite przeżycie widząc dzikie zwierze tak ufające ludziom. Głód wygrywa ze strachem i lisią nieśmiałością.

 

 

Odpalenie flar przed jednym z wieżowców w Prypeci

Postanowiliśmy odpalić kolejną flarę przed jednym z wieżowców. Niestety nie było już czasu na więcej.

eksploracja Prypeci po zmroku.

Wracając do busa trafiliśmy jeszcze na ciekawe pomieszczenie w którym stał Krystian. Chwyciłem za aparat, i zrobiłem zdjęcie. Ostatnie zdjęcie jakie wykonaliśmy tego dnia.

Ciemność opanowała Prypeć. Po chwili doszliśmy w końcu do naszego strefobusa. Wyjechaliśmy z martwego miasta. Na 10km  Strefy przeszliśmy ponownie kontrolę. Tym razem jednak musieliśmy opuścić naszego busa. Kontrola dozymetryczna. Bus także został zbadany. Każdy z nas przeszedł przez bramkę sprawdzającą czy przypadkiem ktoś nie dotknął lub nie wdepnął w coś co emituje promieniowanie. Wszyscy czyści. Jedziemy do hotelu.
Po drodze minęliśmy jeszcze raz elektrownię. Widok równie imponujący jak za pierwszym razem, teraz jednak po zmroku New Safe Confinement był oświetlony. Robiło to niesamowite wrażenie.
Jesteśmy w Czarnobylu. Dopiero wieczorem widać gdzie zalega życie. Oświetlone pomieszczenia promieniują ciepłym światłem przez okna i rozświetlają szare fasady domów i bloków. Ulice były ciemne. Jak się dowiedzieliśmy – oszczędności. Panowała ciemność rozbita przez oświetlone okna. To wystarczało wszystkim. Nam to nie przeszkadzało. I tak nie mogliśmy opuszczać hotelu po zmroku. Rozpoczynała się godzina milicyjna. Nikt nie mógł opuszczać budynków. O 22:00 przestawano również serwować alkohol. Zgaszeniem światła za barem, zapraszano nas do opuszczenia stołówki. Impreza przeniosła się do pokoju :)

Zobacz także