Dawna Kraina Małopolska Nazistowski obóz śmierci Auschwitz-Birkenau – Auschwitz I (Oświęcim)

Nazistowski obóz śmierci Auschwitz-Birkenau – Auschwitz I (Oświęcim)

written by Maciej Denenfeld
Nazistowski obóz śmierci Auschwitz-Birkenau – Auschwitz I (Oświęcim)

Vorsicht!

Obóz w Oświęcimiu odwiedziliśmy siedemnastego marca. Data sama w sobie może nie jest wiele znacząca ale był to pierwszy i jedyny dzień w marcu, w którym pogoda była całkowicie wiosenna. Słońce, brak chmur, dzień ogólnie idealny. Nasza wizyta w obozie była dość spontaniczna. Nigdy wcześniej tam nie byliśmy. O wyjeździe myśleliśmy już długo i czekaliśmy na odpowiednią chwilę. O KL Auschwitz  posiadałem wiedzę ogólną oraz doświadczenie wyrobione na podstawie książek.

Kilka lat wcześniej, będą jeszcze w Londynie, trafiłem na książkę”Man’s Search for Meaning” Viktora E. Frankl’a. Polski tytuł to „Człowiek w poszukiwaniu sensu„. Nie jest to kolejna opowieść o tym ile zła i cierpienia przelało się w obozach. To opowieść autora o tym jak ludzie radzili sobie każdego dnia będąc za murami obozów. I nie pisze tu o krematoriach, o truciu ludzi czy eksperymentach jakie przeprowadzano na blokach medycznych. Pisze za to o dniu codziennym, walce o przetrwanie każdego dnia, o znieczulicy, o sile umysłu, o szoku wewnętrznym, przyjaźni i problemach z przystosowaniem się ludzi po wyzwoleniu. Drug część Książki to opis metody leczenia w psychoterapii, którą autor nazwał Logoterapią, stworzoną na podstawie doświadczeń z obozów. Książka po przeczytaniu jej w oryginalne, mocno wpłynęła na mój sposób postrzegania świata. Polecam ją każdemu, kto narzeka, że ma źle w życiu. Człowiek jest istotą silną, potrafiącą przystosować się do warunków najbardziej ekstremalnych. Potrzeba tylko czasu i warunków, w których nie ma innego wyjścia. Czytając książkę można doznać lekkiego szoku, do czego ludzie byli zmuszeni kiedy jedzenie samo uciekało z błotnistej podłogi. Ale patrząc na pozytywny aspekt, zobaczyć można jak silny jest organizm człowieka mogący przetrwać długie tygodnie lub miesiące w ekstremalnych warunkach.
Wspominam o tej książce bo zbudowała ona obraz obozów jakiego do tej pory nie znałem. Czytając ją, wyobrażałem sobie co czuli wtedy opisywani ludzie i wczuwałem się w chwile z ich życia. Może właśnie dlatego tak mocno to na mnie wpłynęło. A nieporównywalne jest to co próbowałem poczuć a tak na prawdę przeżyli ci ludzie. Odkładając książkę wracałem do normalnego życia. Oni nie mogli tego zrobić. Widząc w wyobraźni wnętrza baraków, sytuacje, plac apelowy, cierpienie, walkę i codzienne życie tych osób miałem obraz czysto emocjonalny. Książka świetnie to opisuje, więc osobom, które nie mają problemu z czytaniem i przenoszeniem się w opisywany świat, to będzie dość szokująca podróż. Ale nie w sposób brutalny. Jak już wcześniej napisałem, brak tu jest drastycznych scen.
Druga książka, która jest mi bliska (prawie dosłownie) opisuje niecodzienną historię obozowej miłości a potem ucieczki. Chodzi o historię Jerzego Bieleckiego. W obozie Auschwitz II – Birkenau poznał Żydówkę Cylę Cybulską, która trafiła tam 19 stycznia 1943r. z getta w Zambrowie. Zakochali się w sobie. Jerzy obiecał Cyli, że pomoże jej uciec z obozu. Cała historia ucieczki w stroju SS-mana oraz spotkanie po latach opisane jest w Jego książce Kto ratuje jedno życie…  A książka jak i historia jest mi bliska dlatego, że śp. Jerzy Bielecki był ojcem żony brata mojego taty, upraszczając: był ojcem cioci Jadzi :)  (pozdrawiamy!)
Ta książka jest dowodem nie tylko na to, że można było uciec z obozu ale jest też symbolem i potwierdzeniem, że będąc zdeterminowanym, mając motywację i bardzo czegoś pragnąc można dokonać rzeczy praktycznie niemożliwej. Warto przeczytać. Książkę można kupić w wersji papierowej także jako ebook. Linki do książek nie są sponsorowane. Po prostu uważam, że te dwie pozycje warto przeczytać. Wracając do naszego wyjazdu…

Wyruszyliśmy wspólnie z Renatą i wujkiem Antkiem z Nowego Sącza dość wcześnie rano aby mieć wystarczająco dużo czasu w trakcie godzin otwarcia. Będąc już na miejscu, przejechaliśmy obok domu ówczesnego komendanta obozu, gdzie mieszkał z rodziną. Zastanawiałem się wtedy jaka znieczulica panowała wśród ludzi… Przez chwilę szukaliśmy parkingu. Marzec to jeszcze nie sezon więc miejsca było dużo. Naganiacze parkingowi stojący przy znakach PARKING machali ciągle, zachęcając aby ich parking był naszym wyborem. Nie orientując się jeszcze dokładnie co i gdzie podjechaliśmy na jeden z nich. Wysiadając z naszego dyliżansu poczuliśmy wiosnę. Do tej pory powietrze zimne i pozbawione zapachów było ciepłe, przyjemne i miało charakterystyczny zapach wiosennego powierza pomieszany z pyłem i zapachem oleju rozlanego gdzieś na parkingu. Próżno także było wtedy szukać chmur. Dzień idealny.

Przed bramą wolności

Przechodząc przez wielki parking, na którym powoli zaczęły pojawiać się autokary (mimo, że sezon się jeszcze nie zaczął) doszliśmy do głównego budynku gdzie mieściły się kasy. Nie wiedząc czemu postanowiliśmy zakupić bilety wstępu bez przewodnika (teraz straszliwie żałujemy tej decyzji i planujemy kolejny wyjazd). Postanowiliśmy, że nasze zwiedzanie tego miejsca nie będzie niczym wymuszone, tylko spontanicznie poszukiwać będziemy miejsc przyciągających uwagę ale starając się odwiedzić wszystkie miejsca bez pominięcia żadnego. Po chwili, byliśmy przed znaną chyba wszystkim bramą z hasłem równie znanym jak sam obóz. Hasło to, paradoksalnie głosi, że praca czyni wolnym….
Będąc pierwszy raz w tym miejscu, staraliśmy się wszystko powoli obserwować, poznawać, zrozumieć. Ja wczuwałem się w klimat tego miejsca i próbowałem poczuć jak było dawniej mając gdzieś z tyłu głowy wspomnienia po przeczytanych książkach.
Było dość wcześnie i panował ogólny spokój i cisza. Ludzie przechadzali się po alejkach. Dorośli, młodzi, rodziny z dziećmi. Pod bramą lekko zaszokowała mnie kilkukrotnie pojawiająca się scena. Matka z dzieckiem, może miało 6 miesięcy robiła sobie zdjęcia z główną bramą. Ok, pamiątka… Jednak ich wyraz twarzy i ogólne zachowanie przypominające odwiedziny w parku Disney Land było moim zdaniem pokrzywionym obrazem. Nie byli to Polacy ani żaden inny bliski kraj. Z języka jakim się posługiwali stawiam kraj słynący z makaronu i pizzy.
Idąc dalej mijaliśmy pas złożony z wysokiego płotu, drutu kolczastego niegdyś pod napięciem, pustego pasa wyłożonego kamieniami i kolejnego ogrodzenia z drutem kolczastym oraz kolejnego pasa z kamieniami. Wszędzie porozstawiane są ostrzeżenia o ogrodzeniu pod napięciem. Gdyby tego było mało to w prawie każdym rogu znajduje się wieżyczka strażnicza. Nie będąc jeszcze dobrze na terenie obozu pierwsze wrażenie mocno wbiło się w mózg. Na tym ogrodzeniu ginęli niewinni ludzie, rzucając się własną (a czasami nie) decyzją, kończąc swój obozowy żywot. Bliskość tego wszystkiego zadziwiała, szokowała ale i ciekawiła. Jedno z niewielu muzeów, które samym sobą opowiada historię milionów ludzi. Udaliśmy się w dalszą podróż w czasie. W samym obozie poza prezentacją miejsc i rzeczy pozostawionych po uwięzionych i pracownikach obozu panuje zasada minimalizmu. Duże puste przestrzenie, sporadyczne zasłonięte szkłem gabloty czasami interaktywna wystawa z filmami i lektorem. Puste place. To nie jest zły sposób na pokazanie historii. To miejsce jest inne. Pustka podkreśla przestrzeń, w której gromadzono lub można rzec upychano ich więcej niż mogło się zmieścić. Pustka mówi również o warunkach jakie tu były dawniej. Dostrzec można także porządek jaki tu panuje. Nie chodzi o czystość, z czym nie ma tam problemu. Chodzi o przemyślany ład. Wszystkie elementy składające się na obóz są tam gdzie powinny być, budynki są przemyślane, ich ułożenie, przeznaczenie. trakty komunikacyjne są szerokie i odpowiednio połączone. Nie mówiąc o systemach zabezpieczeń obozu, zasilaniu i innych aspektach architektury gdzie przebywać miała ogromna ilość osób. Panująca ówcześnie partia miała wiedzę o tym jak to zrobić, żeby działało. Jak wiesz z historii, udało im się zrobić to całkiem skutecznie…

Dotarliśmy po jakimś czasie do miejsca o straszliwej historii. Miejsca gdzie setki tysięcy ludzi opuszczało ten świat. Miejsce to oddalone jest nieznacznie od reszty obozu. Kolejny budynek z cegły. O innym kształcie niż pozostałe. Niski, niepozorny budynek zwieńczony wysokim kominem. Przed wejściem, na małym placyku ponownie na naszych oczach rozegrała się dość nieprzyjemna scenka. Podobnie jak wcześniej chodziło o osoby o gorącym temperamencie nie zdające sobie chyba sprawy co się wydarzyło nie tylko w miejscu gdzie stali ale i w całym obozie. Mała grupka ludzi stojąca kilka metrów od wejścia, rozmawiała, co jakiś czas wybuchając średnio cichym śmiechem. To nie było jeszcze tak oburzające jak fakt palenia papierosów przez 3 osoby w tej grupie. Po krótkiej chwili jedna z osób wyglądająca jak przewodnik zareagowała. Podeszła i powiedziała kilka słów, których nie usłyszałem ale po minie tej osoby i sposobie mówienia nie było to przyjemne. Niestety, palacze chyba nie podzielali opinii jaką zostali obdarowani i zajęło im dłuższą chwilę zanim pozbyli się swoich papierosów, krzywiąc się i burzliwie komentując niezrozumiale dla mnie w swoim języku zaistniałą sytuację. My w tym czasie weszliśmy do środka. tu między małym tłumem ludzi dostrzec mogliśmy dwa duże ceglane piece ze stalowymi suwnicami. Widok mrożący… Trudno było mi się wczuć w to miejsce. Emocje zalewały mi głowę. Od zaniepokojenia po wstręt i złość. Pod koniec pojawiła się jeszcze odrobina ciekawości jak to działało, bo od strony technicznej było rozwiązaniem przemyślanym, o ile mogę tak powiedzieć. Czysta inżynieryjna ciekawość. Nie mogę sobie tylko poukładać w głowie jak pracownicy radzili sobie z zapachem. Niech to jednak pozostanie nieotwartą przynajmniej dla mnie kartą tragicznej historii tego miejsca.

Nasza podróż po obozie trwała jeszcze kilka godzin. Odwiedziliśmy praktycznie wszystkie pomieszczenia, place, zaułki i zakamarki obozu, które były wtedy dostępne dla turystów. Część była niestety jeszcze zamknięta. Dodatkowego kontrastu łamiącego klimat miejsca dodawały pojawiające się kolory w niektórych pomieszczeniach. Od fioletów przez zieleń i trochę niebieskiego. To wszystko kontrastowało z bielą i czerwienią a także wydarzeniami i przedstawianymi elementami jakie były w tych pomieszczeniach. A to za sprawą mocno świecącego słońca przebijającego się do pomieszczeń oraz oświetlenia użytego do rozjaśnienia ekspozycji.

Więcej już nic nie napiszę. Co czułem już wiesz. Zobacz poniżej przynajmniej w części to, co widzieliśmy my. Polecamy wizytę w tym miejscu. Pomaga w zrozumieniu tej tragicznej historii i docenieniu własnego życia. Kiedy skończysz oglądać, zobacz naszą dalszą część dnia, gdzie odwiedziliśmy drugi obóz w Brzezince – KL Birkenau.

 

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-4

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-1

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-2

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-3

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-5

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-6

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-8

dawna-kraina-auschwitz-29

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-9

dawna-kraina-auschwitz-33

dawna-kraina-auschwitz-30

dawna-kraina-auschwitz-31

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-10

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-11

dawna-kraina-auschwitz-28

dawna-kraina-auschwitz-35

dawna-kraina-auschwitz-36

dawna-kraina-auschwitz-34

dawna-kraina-auschwitz-39

dawna-kraina-auschwitz-40

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-12

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-13

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-14

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-15

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-16

dawna-kraina-auschwitz-38

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-17

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-18

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-19

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-20

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-21

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-22

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-23

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-24

dawna-kraina-auschwitz-43

dawna-kraina-auschwitz-41

dawna-kraina-auschwitz-42

dawna-kraina-oswiecim-auschwitz-26

dawna-kraina-auschwitz-44

dawna-kraina-auschwitz-45

dawna-kraina-auschwitz-46

dawna-kraina-auschwitz-47

Zobacz także