Dawna Kraina Eksploracja Czarnobyl, wyprawa do Strefy Wykluczenia – cd. Zakłady Jupiter, dzień III

Czarnobyl, wyprawa do Strefy Wykluczenia – cd. Zakłady Jupiter, dzień III

autor Maciej Denenfeld
zaklady-jupitera

Za wysokimi murami

Dookoła las. Lubię taki rodzaj lasu. Kolejne miejsce, którego klimat ciężko jest opisać. Ciche, spokojne, opuszczone budynki głęboko w lesie iglastym. Przeszliśmy przez główną bramę. Wszędzie leży porozrzucany złom. Nie koliduje to z niczym. Podkreśla raczej charakter miejsca. Idąc chwilę ścieżką znaleźliśmy kilka ciekawych doustnych masek przeciwgazowych. Niby nic ale wyzwala refleksję.  Dotarliśmy do głównych budynków zakładów. Po prawej biurowiec, po lewej hale produkcyjne. Po drodze do biurowca minęliśmy jeszcze charakterystyczne przejście nad chodnikiem. Rozpoczęliśmy eksplorację budynku. Zaraz za wejściem w pomieszczeniu po prawej znaleźliśmy pudło pełne fortranówek. Dla informatyków jest to nie małe znalezisko historyczne :). Nie dość, że fortranówki same w sobie są interesujące, to jeszcze znalezione w takim miejscu! Te małe karteczki wykorzystywane były dawniej, podobnie jak karty pamięci dzisiaj. Zapisywano na nich w języku Fortran (maszynowym, proceduralnym) polecenia wykonywane przez komputer. Szczyt techniki w tamtych czasach. Na studiach otrzymaliśmy od jednego z naszych profesorów taką fortranówkę. Teraz znaleźliśmy całe pudło! Na pierwszym piętrze kolejna niespodzianka. Jeszcze jedno pudło małych karteczek ze ściętym rogiem, które znalazł Tomek (KDS Explor – pozdro!) i z wielką radością nam je pokazał. Słyszał chyba jak przeżywaliśmy nasze wcześniejsze znalezisko ;) Obok leżały resztki komputera. Piękne czasy prawdziwej sztuki obsługi tego sprzętu. Przed wykonaniem trzeba było odrobaczyć cały program praktycznie na kartce :)
Dalsza eksploracja pomieszczeń ujawniła (kiedyś) tajne dokumenty i projekty. Mobilne radary, manipulatory do materiałów promieniotwórczych, wyrzutnie rakiet i inne cudeńka techniki o dziwnych kształtach. W pośpiechu odkrywaliśmy co się dało przeglądając leżące wszędzie dokumenty. Szkoda, że nie zostało to zabezpieczone. Tyle historii bezpowrotnie niszczeje. Chociaż mimo stanu budynków i częściowemu braku okien w biurach, stan dokumentów był zadziwiająco dobry.

zaklady-jupitera-eksploracja-1

zaklady-jupitera-eksploracja-2

Budynek biurowca w zakładach Jupiter - Urbex w Prypeci

Wejście do budynku biurowca w zakładach Jupiter było dość szerokie. Po prawej znajdowały się niebieskie drzwi, za którymi znajdowało się mniejsze pomieszczenie.

eksploracja budynku biurowca na terenie zakładów Jupiter

Na jednym z pięter znaleźliśmy szkielety po starych komputerach i całe pudło nowiutkich fortranówek! Ich świetny stan zachowania lekko nas zadziwił.

eksploracja zakładów Jupiter w Prypeci - urbex

Inne znaleziska były równie ekscytujące. Szkoda tylko, że już trochę bardziej zniszczone.

eksploracja zakładów Jupiter w Prypeci - urbex

Papier dobrze się trzyma mimo biegu lat. To już praktycznie 30 lat od czasów katastrofy a dokumenty i gazety nadal świetnie się trzymają mimo działań warunków atmosferycznych. W biurowcu w większości pomieszczeń nie było okien.

eksploracja zakładów Jupiter w Prypeci - urbex

W jednym z biur, które zupełnie nie przypominało pozostałych znaleźliśmy projekty ciekawych maszyn i urządzeń.

eksploracja zakładów Jupiter w Prypeci - urbex

Wszędzie porozrzucane były rysunki i projekty fascynujących maszyn i urządzeń. Dawniej utajnione projekty dzisiaj można przeglądać na podłodze. W tym pomieszczeniu można spędzić długie godziny oglądając pomysły inżynierów z zeszłego stulecia.

Dalej odkrywaliśmy zakamarki tego niesamowitego miejsca. Znaleźliśmy świetnie zachowany magazynek. Dokumenty tam były w stanie idealnym. Kartki jak nowe. Znaleźliśmy także książki, buty, lakier do paznokci nowe przełączniki stykowe i wiele innych elementów. Było tam wszystko!
Doszliśmy w końcu na dach, przechodząc po drodze przez małą halę, w której znajdowały się końcówki systemu wentylacji. Na dachu biurowca widok ponownie powalał. Mieliśmy podgląd na całą okolicę. Sam szczyt zwieńczony był niekoniecznie cywilną anteną, jakby satelitarną. Jej konstrukcja wskazywała na całkowicie militarne rozwiązania. W pełni ruchoma, sterowana z tajnego laboratorium antena :)
Spędziliśmy dłuższą chwilę na dachu. Wrażenia są nie do zapomnienia. Szczególnie z taką ekipą! Po serii zdjęć poszliśmy dalej. Czas nas gonił a przed nami jeszcze kilka miejsc do odwiedzenia. Prawdę mówiąc, na zakłady Jupiter spokojnie można by było przeznaczyć od 4-6 godzin. My mieliśmy dwie. Wracając odwiedziliśmy jeszcze kilka pomieszczeń. Przeszliśmy do hal produkcyjnych.

Hale i pomieszczenia produkcyjne są równie ekscytujące jak pozostałe miejsca. Tu, w przeciwieństwie do biurowca jest więcej złomu i ogólnej, cięższej techniki. Jest zupełnie inaczej. Miejsce, które również bardzo lubię. Kiedy spędzaliśmy czas w halach, chłopaki sprawdzali niższe kondygnacje zakładów wymagające trochę więcej przygotowań. Niestety nie zdążyliśmy tam dotrzeć. Jednak jest już plan na następną wyprawę :)

Nasz czas jaki mieliśmy na eksplorację zakładów Jupiter mijał powoli. Zaczęliśmy kierować się w stronę busa. Idąc zakładowymi uliczkami mijaliśmy sterty złomu, stare samochody i elementy konstrukcyjne o niejasnym przeznaczaniu :) podziwialiśmy także architekturę. Ja zachwycałem się jeszcze lasem, ogrodzeniem i klimatem tego miejsca. Starałem się wchłaniać to miejsce jak tylko mogłem. Muszę tu jeszcze wspomnieć o pogodzie. Jak na początek marca było ciepło i spokojnie. Chmury i wisząca w powietrzu zapowiedź deszczu dodawały uroku. Jednak deszcz nie padał. Lubię taką pogodę szczególnie w takich miejscach. Zbliżaliśmy się ponownie do bramy. Wszyscy zebrali się już przy busie i czekali tylko na nas. A Radziu i ja podziwialiśmy jeszcze ogrodzenie i wieżyczki.

eksploracja zakładów Jupiter w Prypeci - urbex

Po drodze, w jednym z biur spotkaliśmy także towarzysza Lenina :) Kamienną twarzą spoglądał na dokumenty i maszynę do pisania na sąsiednim biurku. Sprawdzał logi? :)

eksploracja zakładów Jupiter - urbex w strefie wykluczenia

Pracujemy od 17 do 19, to jest życie ;)

eksploracja zakładów Jupiter w Prypeci, urbex.

Podczas eksploracji można czasami natrafić na stare zdjęcia i negatywy. Są one szczególnie ekscytująca. Przy odrobinie szczęścia można przenieść się w przeszłość i zobaczyć jak było dawniej.

eksploracja zakładów Jupiter w Prypeci, urbex

W dolnej części budynku, za wielkimi stalowymi drzwiami przypominającymi drzwi do bunkru znaleźliśmy kilka pomieszczeń przypominających chłodnie. W jednym z nich znaleźliśmy takie coś :)

eksploracja zakładów Jupiter w Prypeci, urbex

Widok na biurowiec z dachu sąsiedniej hali. Na szczycie widać antenę satelitarną. I nie jest to model Cyfrowego Rosjatu ;P

eksploracja zakładów Jupiter w Prypeci, urbex

W wielu biurach można było zobaczyć wszelkiej maści drukarki. Ich design był… ciekawy :) W kilku pomieszczeniach wyglądających jak biuro projektowe znaleźliśmy także tonery (!) do drukarek wielkoformatowych i mniejszych. Jest budżet, jest technologia ;)

Zakłady Jupiter, eksploracja Prypeci

Na ostatnim piętrze biurowca znajdowała się duża sala z końcówkami systemu chłodzenia i wentylacji budynku.

zaklady-jupiter-20

zakłady jupitera

Na dachu Zakładów Jupiter. Eksploracja Prypeci.

Schodziliśmy na dół z Tomkiem jako ostatni.

Zakłady Jupiter, eksploracja Prypeci

Na dachu biurowca zakładów Jupiter spędziliśmy chwilę. Popatrzyłem jeszcze na okolicę i opuściłem tę część dachu jako ostatni.

Zakłady jupiter, eksploracja Prypeci

Hale produkcyjne w zakładach Jupiter to zupełnie inny klimat niż można zobaczyć w części mieszkalnej Prypeci oraz w biurowcach. Tu króluje technika byłego wieku. A klimat jest typowo industrialny.

Zakłady Jupiter, eksploracja Prypecią

W ogromnych halach jest wszystko. Czasami można zobaczyć stosy metalowych przedmiotów na wielkich, nienaturalnych stosach. Przez lata złomiarze przygotowywali materiał do wywozu. Większość zwykłego złomu jednak pozostała na miejscu. Metale kolorowe w większości przypadków dawno opuściły Zonę.

Zakłady Jupiter, eksploracja Prypecią

Hale, sale i inne pomieszczenia techniczne w zakładach Jupiter nadal cieszą oko. Piękne kolory można nadal wypatrzeć między szarościami i gruzem.

Zakłady Jupiter, eksploracja Prypecią

Jak widać, zakłady Jupiter to nie tylko technologia, tu również zawitała sztuka i kolor :)

Zakłady Jupiter, eksploracja Prypecią

Czas w halach produkcyjnych daje o sobie znać. Walące się sufity są także pokłosiem naruszania konstrukcji przez złomiarzy. Bardzo często zobaczyć można brakujące, wycięte stalowe szyny będące niegdyś elementami konstrukcyjnymi. Dodatkowo, nieodśnieżane, płaskie dachy w zimie dźwigać muszą ogromne ilości mokrego śniegu. Na wiosnę, kiedy śnieg topnieje, woda zalewa wnętrza. Natura przeprowadza powolną rozbiórkę.

Zakłady Jupiter, eksploracja Prypecią

Hale w zakładach Jupiter są ogromne! Tu taże, dzięki potężnym otworom w dachu, światło jest niesamowicie przyjemne i miękkie. Aż nie chce się z tamtąd wychodzić.

Zakłady Jupiter, eksploracja Prypecią

Co pewien czas trafialiśmy na miejsca o niesamowitych kolorach. Miękkie światło z dużych okien w suficie oświetlało je bardzo efektownie.

Zakłady Jupiter, eksploracja Prypecią

Po drodze do kolejnej hali.

Zakłady Jupiter, eksploracja Prypecią

Duża hala do której weszliśmy nie przypominała pozostałych. Tu było dużo pozostałości po urządzeniach, które z wyglądu wskazywały na to, że pracowały pod wysokim ciśnieniem i ze znaczną temperaturą. Część kotłów pozostało. Reszta została zdemontowana.

Zakłady Jupiter, eksploracja Prypecią

Na wewnątrz hali porozrzucany był złom oraz…autobusy :)

Chwytając promieniowanie

Wyruszyliśmy ponownie do Prypeci. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze w niepozornym miejscu ale równie znanym jak cała reszta. W rogu małego placu niedaleko tzw. poligonu SSIR. Po środku lasku znajduje się wielki, żółty chwytak. Tym właśnie chwytakiem wyciągano szczątki konstrukcji i gruz z dachu elektrowni. Przy chwytaku dawka wynosi ok 1,5-2 mSv/h. Tu głównie emitowane jest promieniowanie beta. Dla porównania dawka pod sarkofagiem jest na poziomie od 10-30 razy niższa niż przy większości hotspotów na terenie Strefy. Po serii zdjęć i chwili rozmowy przed chwytakiem ponownie byliśmy w drodze.

Widok na chwytak, urbex w Prypeci, eksploracja Zony

Chwytak jest kolejnym kultowym elementem Zony. Tym właśnie chwytakiem usuwano gruz z dachu sarkofagu czwartego reaktora. Typ promieniowania jonizującego jaki można tu zmierzyć to głownie beta. Jego poziom jest bardzo podwyższony ale nada bezpieczny podczas chwilowego kontaktu.

Już w Prypeci. Nasza popołudniowa wizyta zawierała dalszą eksplorację miasta, głównie przedszkola i kolejnych bloków oraz innych miejsc, takich jak na przykład sklep z pianinami. Na koniec dnia, kiedy zaczęło robić się ciemno, ponownie rozpoczęliśmy poszukiwania latarni nadającej się do odpalenia. Po kilku nieudanych próbach, znaleźliśmy nowego kandydata. Udało się odkręcić pokrywę, kable i żarówka były na miejscu. Adam z chłopakami zaczął przygotowywać się do odpalenia. My przygotowywaliśmy sprzęt do zdjęć. Część osób poszła na chwilę do pobliskiego bloku. Robiło się coraz ciemniej. Próby odpalenia latarni zaczęły się nieznośnie przeciągać. Pojawił się kłopot z odpaleniem ale chłopaki nie dawali za wygraną. My w międzyczasie poszliśmy zrobić zdjęcie Krystianowi z odpalonymi racami. Ustawiliśmy się ze sprzętem przy pobliskim bloku i zaczęliśmy działać. Zrobiło się już całkiem ciemno. Teraz już tylko blask latarek, i czołówek rozświetlał pobliski teren. Chłopaki dalej męczyli się z agregatem. Pojawił się problem, który definitywnie zakończył próbę odpalenia. Urwała się plastikowa prowadnica do linki zapłonu. Nie było już szans na uruchomienie. Trudno, życie. Ważne było to, że wcześniej się udało. Liczy się także pomysł, chęci i próby a my mieliśmy zdjęcia z poprzedniego dnia.
Zaczęliśmy powoli kierować się do naszego busa. Zbliżał się czas opuszczenia strefy. Po drodze wykonaliśmy jeszcze kilka zdjęć po zmroku. Niestety, prawie w biegu, pospieszani przez naszego przewodnika. Było to całkowicie zrozumiałe. Strefę trzeba było opuścić jak najszybciej, nie było dyskusji. Pojechaliśmy. Zatrzymaliśmy się jeszcze na szybkie zdjęcie elektrowni po zmroku. Tu również na szybko, nie było czasu na statyw ani żadną inną techniczną zabawę. Zostało wysokie ISO, F1.4, stabilna ręka imadło w palcach ;)
Wróciliśmy do Czarnobyla. Po obiedzie postanowiliśmy złożyć wizytę w lokalnym sklepie. Po zmroku przyjezdni nie mogą chodzić sami po ulicach, obowiązuje godzina milicyjna. Poszliśmy z Markiem, naszym przewodnikiem :) W sklepie humor nam dopisywał. Kupiliśmy trochę jedzenia i piwko na wieczór. Poznaliśmy lokalną kulturę i życie po zmroku :) Tomku, Radziu, Marku… Biała zawsze pozostanie w waszej pamięci ;) Ciekawe jak tam nocny rozrabiaka i absztyfikant z ponętnym wąsem, który chcąc doprawić (już gorącą) atmosferę głośniejszą muzyką, pozbawił stabilności jedną z półek sklepowych a tym samym zrzucając z niej cały asortyment :) On się nie przejmował i powrócił chwiejnym krokiem do stolika gdzie czekała na niego mała grupka niewiast, (dokładniej to dwie) w tym Biała ;] Po powrocie do hotelu, zgodnie z tradycją, dzień zakończył się małą imprezą.

Zanim przejdziesz dalej rzuć okiem na  poniższe zdjęcia z dzisiejszego dnia. Zobacz kolejny dzień naszej wyprawy, tym razem wejdziemy na szczyt Dzięcioła.

Zakłady Jupiter, eksploracja Prypecią

Na dachu biurowca zakładów Jupiter. Tomek wypełzł z rury dziwnie jęcząc… Ci, którzy grali w Stalkera mogą mieć niebezpieczne odruchy biorąc pod uwagę sytuację i miejsce ;E

Eksploraca zakładów Jupiter. Na dachu biurowca z widokiem na Zonę.

Spędziliśmy na dachu biurowca dłuższą chwilę. Podziwialiśmy widoki na Zonę i resztę terenu zakładów Jupiter. Z boku widać antenę satelitarną.

Eksploracja zakładów Jupiter w Prypeci.

Renata dołączyła do nas. W tyle widać bloki Prypeci oraz dwa szesnastopiętrowe wieżowce. Szesnaście pięter? Tak, na Ukrainie nie mają parterów. W Polsce mamy 15 pięter + parter.

Eksploraca zakładów Jupiter. Na dachu biurowca.

Chwila na pogaduchy i rwiemy na dół bo przed hale przemysłowe i kolejne ekscytujące miejsca. Chłopaki rozmawiają a Tomek pokojowo pozdrawia wszystkich z dachu biurowca zakładów Jupiter!

Eksploracja zakładów Jupiter w Prypeci. Brama do hali produkcyjnej.

Przed wejściem do jednej z hal produkcyjnych można zobaczyć swoisty art deco :) Zakłady Jupiter to nie tylko nowoczesna technologia, to sztuka użytkowa pełną gębą!

Hale produkcyjne w zakładach Jupiter. Eksploracja Prypeci.

Mimo biegu lat, hale nadal mogą pochwalić się pięknymi kolorami. Dzięki potężnym świetlikom w sufitach do wnętrza wpada soczyste, miękkie światło.

Hale produkcyjne w zakładach Jupiter w Prypeci. Urbex w Zonie.

Kolory! Barwy industrialne są perfekcyjnym połączeniem z naturalną zielenią. Przyroda wie jak mieszać kolory :)

Stare autobusy przed jedną z hal na terenie zakładów Jupiter.

Przed jedną z ostatnich hal jakie odwiedziliśmy w zakładach Jupiter stały stare autobusy. Nie jestem ekspertem w starej motoryzacji, więc nie wiem co to za modele, jeżeli wiesz to napisz proszę w komentarzu.

Przed halą produkcyjną w zakładach Jupiter. Eksploracja Prypeci.

Z Radziem naginamy rzeczywistość :) Pamiętaj, że to nie łyżka się wygina tylko Ty sam… ;)

Eksploracja zakładów Jupiter. Urbex w Prypeci.

Retanę mocno zafascynowały bramy do hal. Takie właśnie bramy o charakterze industrialnym. Rdzawe, prawie jak z cortenu ;) pomieszane z szarością betonu i kolorem pobliskich płytek.

Urbex w Prypeci. Eksploracja szkoły średniej.

Po zakładach przyszedł czas na powrót do części mieszkalnej w Prypeci. Na start odwiedziliśmy Szkołę Podstawową nr 2.

Eksploracja Prypeci. Szkoła Podstawowa nr 2 w Prypeci.

Sala gimnastyczna w szkole podstawowej bardzo ucierpiała dotknięta wilgocią i czasem. Podłoga jest całkowicie zniszczona. Ściany trzymają się jeszcze. Widać niestety schyłek tego miejsca w przeciągu kilku lat.

stosy książek w jednym z pomieszczeń w szkole podstawowej nr 2 w Prypeci.

Stosy książek piętrzą się w pomieszczeniach. Mimo tego, że czas mija, książki nadal prezentują się całkiem dobrze. W niektórych papier jest nadal biały.

eksploracja Prypeci. Szkoła Podstawowa nr 2

Tomek / KDS Explor ponownie pozdrawia :)

Eksploracja Prypeci. Zrujnowane wnętrza szkoły podstawowej nr 2.

Idziemy na drugie piętro szkoły, gdzie zobaczymy kolejne sale a w nich trochę historii tego miejsca. W powietrzu unosi się pył. Nie jest radioaktywny ale lepiej uważać. Radionuklidy mogą czaić się wszędzie. Do tego każdy budynek w takim stanie a szczególnie w taki miejscu wypełniony jest różnego rodzaju grzybami. To były także czasy kiedy azbest królował jako świetny materiał budowlany.

Korytarz szkoły podstawowej nr 2 w Prypeci.

Korytarz na piętrze Szkoły Podstawowej nr 2.

Eksploracja Prypeci. Wyprawa do strefy wykluczenia.

W salach są jeszcze ławki i czasami wyposażenie. Brakuje szyb w oknach. Co roku świeci tu mocne słońce a w zimie działa mróz i pada śnieg. Na wiosnę wszystko robi się mokre. Takie warunki przez 30 lat kształtowały to miejsce. Farba nie dała rady. Reszta jeszcze się trzyma.

prypec-eksploracja-8

prypec-eksploracja-9

eksploracja Prypeci. Wyprawa do Strefy

Ważną zasadą urbexu jest: „Take only pictures, leave only footsteps” co w tłumaczeniu oznacza ” Rób tylko zdjęcia, zostawiaj tylko ślady butów”. Czasami nie każdy bierze sobie tę zasadę do serca, co szczególnie widać w Strefie. Każdy, kto tam przyjeżdża chciałby zobaczyć stan faktyczny. Ale tablica to miejsce gdzie przekazuje się informacje, więc ok… mniejsze zło :) Pozdrawiamy wszystkich odwiedzających Zonę!

eksploracja Prypeci, wyprawa do strefy zero.

Szkoła pełna jest elementów edukacyjnych. Niektóre, a raczej większość jest tak świetnie wykonana, że czasami można by użyć ich jeszcze dzisiaj.

Sala chemiczna w szkole podstawowej nr 2 w Prypeci. Eksploracja Strefy Wykluczenia wokół czarnobylskiej eketrowni

Sala chemiczna w szkole podstawowej nr 2. W butelkach są jeszcze chemikalia, na stołach leżą jeszcze materiały dydaktyczne i przyrządy wykorzystywane podczas lekcji.

prypec-eksploracja-13

Zapisany zeszyt w jednym z pomieszczeń w szkole w Prypeci

Takich zeszytów jest dużo. Zapisane przez dzieci podczas zajęć. Wiele mówią o osobach piszących. Styl pisma jest bardzo staranny a kształt fontów bardzo dekoracyjny. Ciężko się to czyta ale wygląda niesamowicie :)

Materiały dydaktyczne w szkole podstawowej w Prypeci

Takie modele świadczą o nastawieniu edukacji na rozwój wiedzy o technologiach i przemyśle. Przyszli inżynierowie byli uczeni od najmłodszych lat. W końcu ogromny zakład pracy mieli tuż za rogiem :)

eksploracja Prypeci. Wyprawa do Strefy Wykluczenia.

Taki ironia, nawet modele domów są zniszczone podobnie jak ich realne odpowiedniki.

urbex w Prypeci. Eksploracja wymarłego miasta duchów. Wyprawa do Czarnobyla.

Idąc aleją do kolejnego obiektu, wstąpiliśmy na chwilę do sklepu z pianinami.

eksploracja Prypeci. Wyprawa do Czarnobyla.

W sklepie z pianinami zobaczyliśmy dużą ilość…. pianin :) Sprawa dość ciekawa bo było ich na prawdę dużo. Praktycznie cały sklep był nimi wypełniony. Dzisiaj raczej byłoby jedno lub dwa a reszta na zamówienie. Cóż, takie czasy ;) Ich stan niestety nie pozwalał na zrobienie koncertu :)

Nocna eksploracja Prypeci. Nocny urbex w Strefie Wykluczenia.

Od tego momentu rozpoczęliśmy nocną eksplorację Prypeci. Słońce już dawno zaszło a miasto duchów pochłonęła ciemność. Nagle klimat, już niesamowity zwiększył się wykładniczo :)

Nocna eksploracja Prypeci. Wyprawa do Miasta Duchów.

W czasie kiedy Adam i część ekipy próbowali odpalić agregat i latarnię, Krystian i my postanowiliśmy zrobić jeszcze kilka zdjęć z flarami.

Nocna eksploracja Prypeci. Flary przed blokiem w Prypeci.

W Prypeci było już całkiem ciemno. Tylko flary rozświetlały pobliskie bloki.

Nocna eksploracja Prypeci. Wyprawa do Strefy Wykluczenia wokół Elektrowni w Czarnobylu

Wracając w kierunku busa, szliśmy alejami tonącymi w ciemności. Tylko nasze czołówki i latarki rozświetlały pobliskie bloki. Wokół martwa cisza. Zostając samemu w tyle robiło się naprawdę ciekawie. Ciarrrrrrki! :)

Widok na Novarkę nocą. Nocna eksploracja Prypeci.

Wracając do naszego hotelu w Czarnobylu, zatrzymaliśmy się jeszcze po drodze w Strefie Zero. New Safe Confinement (produkcji joint venture NovArka) była niesamowicie oświetlona. Czas jednak nie pozwalał na szaleństwo ze statywem. Niestety było zbyt wcześnie (mimo początku marca) aby zobaczyć gwiazdy.

Zobacz także