Dawna Kraina Aktualności 30 rocznica katastrofy w Czarnobylu – historia jednego miasta

30 rocznica katastrofy w Czarnobylu – historia jednego miasta

autor Maciej Denenfeld
katastrofa-czarnobyl

26.04.1986. 1:23 czasu moskiewskiego. Anatolij Diatłow, Leonid Toptunow i Aleksandr Akimow swoimi decyzjami dokładnie 30 lat temu doprowadzają do katastrofy. Chwilę później dochodzi do eksplozji. Wszyscy wiemy, co się stało tej nocy. Reaktor RBMK-1000 znajdujący się w czwartym bloku eksplodował za sprawą nagromadzonego wodoru, uwalniając ogromne ilości radioaktywnych substancji do atmosfery i rozsiewając jeszcze bardziej radioaktywne szczątki po okolicy. Na zawsze zmieniło to losy Ukrainy i całego świata.

katastrofa-czarnobyl

Historia jednego miasta

Jest już kilka godzin po eksplozji. W elektrowni ludzie walczą ze skutkami wybuchu. Strażacy z remizy strażackiej w Czarnobylu już dawno dotarli na miejsce. Walery Hodemczuk na zawsze został pogrzebany pod reaktorem. Większość ludzi w tym czasie otrzymała już wielokrotnie większą dawkę promieniowania, niż przewidują jakiekolwiek normy. Wszystko trzymane jest w ścisłej tajemnicy.

Dzisiaj opowiadamy te historie siedząc w domach, przeglądając strony, oglądając filmy, popijając earl grey albo kawę, ale zastanów się przez chwilę co stało się w życiu ludzi mieszkających wtedy w Prypeci, Czarnobylu i okolicznych wioskach.

Większość miast w Polsce jest bezpieczna. Nie mamy elektrowni atomowych, więc taka wizja nam nie grozi. Katastrofa w Czarnobylu zmieniła także podejście do energii atomowej i dała do myślenia instytucjom odpowiedzialnym za zarządzanie bezpieczeństwem atomowym i nadzorującym prace elektrowni na świecie.

Pozwolę sobie zatem na małą post apokaliptyczną wizję. Każdy ma swoje miasto. Każdy ma jakiś duży zakład produkcyjny w pobliżu. Piszę to, będąc moim mieście, Nowym Sączu. Aby uczcić pamięć bohaterów, którzy oddali swoje życie w chwili ratowania świata lub wiele lat później oraz prawie 350 000 nieświadomych i niewinnych ludzi, którzy musieli opuścić swoje domy, wyobraź sobie teraz, co przeżywali wtedy mieszkańcy mieszkający w okolicy elektrowni.

Nowy Sącz. Widok z okna.

Podobny widok mieli mieszkańcy Prypeci dzień po katastrofie.

Dzisiaj jest bardzo ładna pogoda. Za oknem słońce i lekkie chmury. W oddali widać pobliskie góry. Wstałem niedawno, spoglądając za okno. Ucieszył mnie widok słońca. Wczoraj wieczór był paskudny, zimny dzień jak późnym listopadem a mamy już prawie maj. Niedługo pojedziemy na Dolny Śląsk. Za chwilę, po śniadaniu zacznę pisać kolejny artykuł na Dawną Krainę. Renata już przygotowuje zdjęcia do publikacji. Na Instagramie ludzie polubili kilka nowych zdjęć.
W tym czasie w Biegonicach, dzielnicy przemysłowej Nowego Sącza trwa już od kilku godzin walka z pożarem. Zaraz po północy awarii uległ reaktor w elektrowni atomowej zakładów „Karbon”. Nikt nic nie wie. W nocy było słychać tylko sygnały jadącej straży pożarnej. Pewnie jechali do jakiegoś wypadku. Zdarza się. Piszę dalej swój tekst. Za chwilę, za oknem słyszę ciężki warkot silników. To pewnie przyjechała śmieciara po pobliskie kontenery ale za dużo jest tych silników, hmm dziwne. Chwilę później słychać głośne krzyki. Sekundy później mocne walenie do drzwi. Do domu wpadają żołnierze w maskach przeciwgazowych. Każą jak najszybciej ubrać się, pozostawić wszystkie rzeczy tam gdzie są, zabrać ze sobą dokumenty i opuścić jak najszybciej dom. Na dole okazuje się, że to nie śmieciarka, tylko wojskowe ciężarówki czekające na ludzi z osiedla. Mówią, że musimy opuścić miasto, że wrócimy za 3 dni. W domu zostawiłem swój komputer, swoje rzeczy i dane na dysku, mojego laptopa i wiele innych rzeczy. To samo reszta rodziny. Wszyscy opuściliśmy dom w wielkim pośpiechu. Moja herbata earl grey, którą zacząłem pić, została na biurku. Z pośpiechu zapomniałem moich kilku istotnych rzeczy. Część danych mam w chmurze więc się do tego jakoś dostanę później. Renata zostawiła swojego iMaca i dyski. Nie mogliśmy zabrać sprzętu foto. Wrócimy przecież za 3 dni więc nic złego się nie stanie. Zamknęliśmy dom. Udajemy się do ciężarówki. Nagle siedzimy obok nieznanych nam ludzi, naszych sąsiadów z naprzeciwka. Ludzi z innych domów. Do tej pory nam nieznani, teraz wspólnie nie wiemy co się dzieje, siedząc obok siebie w ciasnej i niezbyt ładnie pachnącej ciężarówce. Nikt nic nie mówi. Niektórzy się buntują. Są szybko pacyfikowani i na siłę umieszczani w ciężarówkach. Ktoś coś wspomniał o awarii, o jakimś wybuchu. W oddali widzimy czarny dym unoszący się do góry. To w Biegonicach coś się pali, ktoś głośno powiedział. Komórki nie działają. Telefony są głuche. Coś dużego się dzieje, ale nikt nic nie mówi. Wywieziono nas w okolice Tarnowa i Krakowa. W tymczasowych obozach zamieszkaliśmy z prawie 100 000 innych ludzi wysiedlonych w tym dniu. To koniec normalnego życia. Ja nie napiszę już na swoim komputerze dalszych artykułów, nie wypiję swojej herbaty. Naszym sprzętem nie zrobimy już nowych zdjęć. Renata nie przygotuje zaplanowanych. Jakub nie przeprowadzi już żadnego treningu w swoim boxie. Paweł nie nagra już żadnego programu. Marek nie przygotuje żadnej nowej grafiki. Konspol nie wyprodukuje już żadnej wędliny. W Fakro nie powstaną nowe okna. Koral nie wyprodukuje już lodów. Dla setek, a nawet tysięcy biznesów sądeckich to koniec. W nocy ludzie stojący na Moście Heleńskim widzieli wybuch. Podobno nad zakładami pojawiła się niebieska poświata. Zeszli z mostu, ale niedługo dotknie ich śmierć. W tym czasie, w zakładach biegonickich wiele osób już poległo, ratując świat. Niedługo rodziny dowiedzą się, że ich syn, mąż, ojciec czy dziadek nie wróci do domu. Ci, którzy wrócą z „nocnej zmiany” nie dożyją zaplanowanych wakacji.
Przez następne dni zacznie się likwidacja skutków awarii. Domy zostaną przetrząśnięte i większość rzeczy wyleci za okno, a potem zostanie zakopane. Nasze samochody zostaną zezłomowane. Życie zamarło w prawie 100 000 mieście. W okolicznych wioskach również. Tego lata nie będzie już żniw. Zasadzone ziemniaki zgniją. Zwierzęta zdziczeją i zjedzą się nawzajem, kierowane instynktem i okrutnym głodem. Decyzja kilku osób tej nocy zamieniła świat setek tysięcy osób w koszmar. Zakończyła życia wielu bohaterów. Błędy konstrukcyjne reaktora czekały tylko na błąd ludzki. W jednej minucie o 1:23 tej nocy, karty historii wypełniły się cierpieniem ludzkim, które zostanie zapamiętane na zawsze.

Tak w skrócie można byłoby opisać słoneczną sobotę 30 lat temu. Dla nas i naszych miast jest to tylko okrutna wizja i opowiadana historia. Dla Prypecian była to rzeczywistość. My piliśmy płyn Lugola, oni stracili wszystko.

Tak się składa, że kiedyś prawie zasmakowaliśmy, czym jest taka ewakuacja. Mieszkałem wtedy jakieś 300 m od stacji kolejowej w Nowym Sączu na ulicy Reja. Kilkanaście lat temu, pewnego słonecznego dnia, będąc wtedy na podwórku usłyszałem sygnały jadącej straży pożarnej i charakterystyczny sygnał syreny wyjącej nieprzerwanie przez 3 minuty, ostrzegający o skażeniu chemicznym.
Wtedy nie wiedziałem co to jest, ale zostałem uświadomiony chwilę później. Okazało się, że doszło do rozszczelnienia cysterny z paskudną chemią która stała na bocznicy. Jednak jednostkom ratowniczym udało się opanować sytuację. Byliśmy o włos od ewakuacji miasta. Mimo że to się nie stało, pamiętam strach, jaki wtedy czułem i brak dowierzania, że to się dzieje naprawdę. Nie mogę jednak nawet zbliżyć się wyobraźnią do tego, co czuli ci biedni ludzie w dniu katastrofy. Pamiętajmy.

Zołoty korytarz w elektrowni w Czarnobylu.

Złoty korytarz w elektrowni. Panele aluminiowe zostały zamontowane po katastrofie aby ułatwić zachowanie czystości.

w sterowni bloku reaktora w czarnobylskiej elektrowni atomowej

Odwiedziliśmy elektrownię i pomieszczenie sterujące jednym z reaktorów. Na zdjęciu widać słynny AZ-5.

Elektrownia w Czarnobylu, stan obecny. Wyprawa do Strefy wykluczenia z napromieniowani.pl

Tak obecnie wygląda okolica czwartego bloku i sarkofag przykrywający zniszczony blok.

Makieta ukazująca zniszczenia w elektrowni w Czarnobylu

Świetna makieta znajdująca się w jednym z pomieszczeń niedaleko czwartego bloku. Pokazuje stan oraz skalę zniszczeń w reaktorze jak i całej elektrowni.

Hala turbin w czarnobylskiej elektrowni atomowej.

Podobne turbiny napędzane były przez czwarty reaktor. Tu widać turbiny z hali sąsiedniego bloku.

Sterownia bloku reaktora w elektwoni w Czarnobylu

Jeden z wielu paneli w sterowni sąsiedniego bloku reaktora.

Sterownia sąsiedniego bloku reaktora w elektrowni Czarnobylskiej

Tak wygląda sterownia kontrolująca pręty sterujące oraz bezpieczeństwa w sąsiednim bloku reaktora.

Widok na Prypeć, elektrownię w Czarnobylu oraz NovArkę.

Widok na Prypeć, elektrownię w Czarnobylu oraz NovArkę w dniu 8 marca 2016 roku.

Zobacz także